Browsing Category

O ŻYCIU

Bez kategorii O ŻYCIU PARENTING

Baby Blues – (nie)piękne początki

4 sierpnia 2017

Kiedy dopadł mnie Baby Blues sporo czasu spędziłam na wertowaniu internetu w poszukiwaniu otuchy. Szukałam dowodów na to, że nie jestem w tym sama, nie zwariowałam i tak nie będzie już zawsze. O tym płaczliwym etapie połogu słuchałam na szkole rodzenia, wyobrażałam to sobie jako coś na kształt PMS. Popłaczę nad dzieckiem, nad reklamą papieru toaletowego, nad galaretowatym brzuchem po ciąży i w końcu mi przejdzie. Nie spodziewałam się jednak bólu egzystencjalnego.

Przechodząc przez Baby Blues bardzo potrzebne jest wsparcie. Moje monologi o smutkach macierzyństwa wprawiały często znajomych w otępienie – nie wiedzieli za bardzo co powinni odpowiedzieć, robili neutralną minę nie chcąc mnie urazić i nie ciągnęli tematu.

Nie miałam żalu. To trzeba poczuć, nie da się sobie tego wyobrazić.
Na szczęście moja mama słuchała cierpliwie – jak na zawodowego psychoterapeutę przystało – i koiła moje nerwy. Już sama jej obecność była kojąca. Momentami miałam wrażenie, że pod względem zapotrzebowania na „mamę” cofam się do czasów przedszkolnych.

Pod ciężarem własnej niechęci do nowego kształtu mojego życia myślałam o przyjaciółce, która opowiedziała mi, że po urodzeniu dziecka czuła się najszczęśliwsza. O kobietach z instagrama, które w pełnym makijażu sączyły aperol z niemowlakiem śpiącym smacznie w wózku obok. Ja z trudnością znajdowałam czas aby skorzystać z toalety.

Wciąż zadawałam sobie pytania:
Jak one to robią? (Te pytanie padało najczęściej)
Dlaczego nie czuję się dobrze w roli matki?
Czy tak już będzie zawsze?

W tym wszystkim najboleśniejsze było to, że było mi potwornie szkoda Zoji. Powinnam być szczęśliwą mamą. Tak jak te wszystkie instamamy, które w opisach swojego profilu pisały „szczęśliwa żona i mama”.

BABY BLUES

Baby blues to reakcja organizmu na intensywne zmiany hormonalne, które zachodzą w naszym ciele już po urodzeniu dziecka. Hormony zaczynają się (bardzo) powoli stabilizować, by w końcu wrócić do stanu sprzed ciąży.

W tłumaczeniu na emocje: Baby Blues to wstydliwy ból, którego samo istnienie powoduje wyrzuty sumienia.

JAK TO BYŁO U MNIE

Znacie te historie o wszechogarniającej matczynej miłości kiedy położna kładzie noworodka na piersi? To oksytocyna; hormon odpowiedzialny za przywiązanie, czułość i opiekę. Stężenie tego hormonu wzrasta drastycznie przy porodzie naturalnym, wytwarzamy go również karmiąc piersią, a nawet przy najzwyklejszym kontakcie skóra do skóry.

Tutaj zaczyna się moja historia.

Przy 8cm rozwarcia trafiłam na stół operacyjny z decyzją lekarza o cięciu cesarskim. Siłą rzeczy oksytocyny w moim organizmie było mniej. Kiedy podsunęli mi córkę do twarzy abym mogła ją zobaczyć i ucałować nie czułam nic. I nie chodzi mi o zobojętnienie, po prostu ten moment wydawał mi się odległy i nierealny.

Powtarzałam sobie „to ona”. To ona jeszcze kilka dni temu podskakiwała pod moim sercem kiedy piłam ciepłą herbatę.
To już. Już jest ze mną.

Ale ta legendarna miłość wtedy na mnie nie spłynęła.
Pomyślałam, że wśród gumowych rękawic, rurek i z otwartym brzuchem mam prawo do emocjonalnego otępienia.

Pierwsza fala czułości pojawiła się po 8-9 godzinach od zabiegu, kiedy wreszcie przynieśli do mnie dziecko na przystawienie do piersi. Leżałam z nią w szpitalnym łóżku, patrzyłam jak zmęczona stresującym dniem zaczyna zamykać oczka.
„Dałyśmy radę” pomyślałam, byłyśmy w tym przecież we dwie. Wzruszyłam się, wiedziałam, że już zawsze będę dla niej schronieniem.

Poczułam, że teraz będzie już dobrze.

POWRÓT DO DOMU

Byłam pewna, że powrót do domu przyniesie mi ulgę. Wrócę do swojej przestrzeni, po której nie biegają obcy ludzie. Położę się we własnym łóżku, wykąpię i opatulę szlafrokiem na cały dzień. Nie mogłam się doczekać.

I faktycznie, ulga chwilę trwała. A później stopniowo zaczęło docierać do mnie jak bardzo zmieniło się moje życie i jak niewiele wiem. Pojawił się strach. Bałam się każdego jęknięcia Zoji, jej płacz sprawiał, że przeszywał mnie gorąc. Chciałam, żeby w domu była osoba, która „zna się na dzieciach”. Potrafi uspokoić, nosić, karmić. Miałam ochotę uciec.

Ta panika ustępowała w miarę upływu dni.

Dodatkowym wyzwaniem okazało się pobudzenie laktacji. Wezwaliśmy konsultantkę laktacyjną, która pokazała nam prawidłowe techniki karmienia (w szpitalu każda położna miała odmienny komplet porad w tym zakresie) i poinstruowała jak używać laktatora. Przez ponad tydzień karmiłam piersią i odciągałam pokarm naprzemiennie. Pomiędzy jedną czynnością, a drugą miałam 20 minut, które przeznaczałam na prysznic, jedzenie lub zwyczajne gapienie się w ściane. Byłam wykończona.

Mój mąż był nieocenioną pomocą. Przynosił jedzenie (często jadłam karmiąc albo odciągając), pilnował godzin karmienia, nosił małą nocami kiedy płakała. Nie spaliśmy oboje. Ale to on dawał Zojce czułości za nas dwoje. Nie denerwował się, uśmiechał, rozczulał i chwalił nas obie.
Czasami żałowałam, że to nie on jest matką.

Dni mijały szybko, ale czułam jak znikam. Uświadomiłam sobie ile moich codziennych rytuałów przepadło, z iloma małymi przyjemnościami nie zdążyłam się pożegnać.

Czasami fantazjowałam sobie, że się budzę. Że ta cała ciąża, poród i dziecko okazały się tylko snem.
Budzę się i mogę w ciszy poleżeć jeszcze godzinę w łóżku, beztrosko przeglądając internet. Mogę wziąć długi prysznic, ułożyć włosy, ubrać się w jedną z letnich sukienek i wyjść ze znajomymi na kawę. Mogę wyjść wieczorem na drinka i wrócić o którejkolwiek. Mogę poczytać książkę w burzowe popołudnie i rozkoszować się dźwiękiem rozbijających się o parapet kropli deszczu.

Budzę się i wraca życie, które znam.

Ale to nie sen. To maleństwo płakało naprawdę, a moje życie kręciło się teraz wokół jej podstawowych potrzeb fizjologicznych.

TO MIJA

Pierwszy raz pojawiła się nadzieja na lepsze jutro kiedy przeczytałam fragment książki o rozwoju maluchów w pierwszym roku życia. Pocieszyła mnie informacja o tym, że kontakt wzrokowy, uśmiechy i gaworzenie zaczynają się już w drugim miesiącu. Zaczęłam więc wyczekiwać.

Na ratunek przyszła też mama, wyciągała mnie na spacery z wózkiem bo miałam tendencję do bunkrowania się w domu. Teściowa zostawała na godzinę z Zoją, abyśmy mogli wyjść na chwilę we dwoje z domu. Znajomi wpadli do nas w odwiedziny.
Odzyskiwałam skrawki normalnego życia.

I w końcu doczekałam się uśmiechu.

Pewnego dnia to po prostu zniknęło. Ten ból bycia matką, ból bycia nieszczęśliwą matką. Wszystko się jakoś ustabilizowało; życie, hormony, humory dziecka.

Każdy rodzic wam to powie: pierwszy miesiąc jest najgorszy.
Ale jest to wartościowe przeżycie.

Ostatecznie rodzicielstwo ma w zanadrzu ogromne pokłady radości 🙂

Bez kategorii O ŻYCIU

Strach i Relacje

4 grudnia 2015

Jako dziecko nie mogłam wyjść z podziwu oglądając filmy, w których dorośli niepotrzebnie komplikowali sobie relacje z najbliższymi uciekając się do milczenia. Nie mówili, że kochają, że tęsknią. Rozchodzili się w bolesnym niedopowiedzeniu, z wysoko podniesioną brodą, wierząc, że zachowują godność. Myślałam, że te fikcyjne sytuacje powstają jedynie na potrzeby filmu. Przeciez ja mówiłam kiedy chciałam, że chcę się zaprzyjaźnić, że się zakochałam, że boję się umrzeć na raka.

Później zakochałam się po raz pierwszy i jak zapewne łatwo się domyśleć – po raz pierwszy zostałam zraniona. Pierwsze miłości trwają zwykle kilka lat, więc przez te kilka lat na zmianę byłam raniona i kochana w niedojrzały i chaotyczny sposób. Z każdym chwilowym rozstaniem traciłam dozę romantyzmu, który pielęgnowałam w sobie jako nastolatka. Coraz mniej mi się widziało noszenie serca w otwartej dłoni, biorąc pod uwagę fakt, że tyle razy zostało oplute. Budził się we mnie bunt przeciwko osobie, która tyle dla mnie znaczyła.

Ten bunt zaczęłam nazywać zdrowym rozsądkiem. Chroniłam siebie.

Po latach, postanowiłam już nie wrócić. Często chciałam powiedziec na głos o wszystkich moich ciepłych uczuciach ale wiedziałam, że w ten sposób tylko przedłużam nasze zdezorientowanie. Ostatecznie oboje skończyliśmy ze złamanym sercem.
Wtedy raz pierwszy zrozumiałam tych „dorosłych ludzi z filmów”.

Wszyscy się rozczarowaliśmy. Niestety dotkliwie roczarowac mogą nas jedynie najbliżsi. Komu i jak później zaufać? Przechodzimy w „tryb ochronny” i odwracamy się plecami do wyzwań, jakie niosą ze sobą silne emocje.
Rozglądając się po otaczającym mnie świecie coraz rzadziej słysze głośne deklaracje o miłości i przyjaźni. Ludzie wstydzą się mówić o przebaczeniu, jakby było oznaką słabości. Głośno mówią natomiast o złości i jej pochodzeniu. Z lekkością negują  znaczenie relacji z osobami, z którymi spędzają najwięcej czasu.

Przede wszystkim jednak nie walczą o siebie nawzajem. W obliczu trudności tłumaczą „tak widocznie miało być”. Tak, jakby ta właściwa relacja miała być pozbawiona utrudnień.

Aby zbudować właściwą relację będziemy musieli   r o z p r a c o w a ć   przeszkody. Odległość, problemy w pracy, problemy z zaufaniem, problemy zdrowotne, rodzinne, finansowe. Tam gdzie jest człowiek, tam są i problemy. Przyjmując nasze wspaniałe wyobrażenie o tym wybranym człowieku, musimy przyjąć też jego bagaż. Z czasem ten wybraniec poczuje się w naszym życiu bezpiecznie i zacznie się rozpakowywać. Trzeba znaleźć w sobie zrozumienie. Dla siebie i dla naszych bliskich.

Jesteśmy przepełnieni strachem przed odrzuceniem, ale jako stworzenia stadne nie przestajemy szukać bliskości. Przyciągamy i odpychamy się wzajemnie, wysyłając nieustannie sprzeczne sygnały. Akceptujemy to co dobre a przykrości staramy się puścić w niepamięć…aż do czasu kiery wrócą. Bo wracają, jak bumerang.

A gdyby tak zaakceptować te słabości, zarówno własne, jak i te, które należą do naszych bliskich. Powiedzieć najpierw „rozumiem”, zamiast prosić o zrozumienie. Nie ma nic piękniejszego niż prawdziwa relacja między dwojgiem ludzi. Dzięki bliskim jesteśmy w stanie poznać siebie, wydobyć z siebie to, co najlepsze i zrozumieć to, co najgorsze.

Myśląc o moich bliskich robi mi się żal, ponieważ sama wpadłam w sidła przyzwyczajeń do słów bezpiecznych, które nie wymagają emocjonalnych reakcji. Nie jestem pewna czy wiedzą, ile dla mnie znaczą i ile mądrości czerpię od każdego z nich. Rzadko sięgam po poradę, chętnie natomiast radzę. Dawniej na okrągło wpuszczałam bliskich do swojego świata, prosząc o kilka słów, z wiekiem zbudowałam w sobie przeświadczenie, że ze wszystkim muszę poradzić sobie sama.

Zostajemy ze sobą sami nie z konieczności, ale ze strachu. Strach jest naszym wyborem.
Pomyślmy o tych chwilach, kiedy przeżyliśmy najcieplejsze uniesienia.

Kiedy ktoś stawał się naszym przyjacielem, stając w naszej obronie, przychodząc do nas w swojej bezradności. Kiedy z lampką wina w ręku wymienialiśmy się długo skrywaną wdzięcznością. Kiedy cierpliwie słuchali naszych przeprosin.
Kiedy zauroczenie zamieniało się w coś poważniejszego i trzeba było to powiedzieć na głos.
Kiedy po niepotrzebnej kłótni przyszedł czas na wybaczenia.
Kiedy rodzic powiedział, że jest z nas dumny.
Kiedy babcia przytulała nas tak, jakby czas nie mijał.

Te sytuacje były pozbawione strachu, oparte na zaufaniu i miłości. Miłość jest naprawdę odważnym uczuciem, które niezwykle wzmacnia człowieka. Lubimy ciepłych ludzi, ponieważ wierzymy, że nie odrzucą naszego ciepła. Bo przy nich możemy być tą dobrą wersją siebie, na której można polegac, do której można się zwrócić, której można zaufać.

Wszyscy jestemy zmęczeni obmyślaniem taktyk obronnych, zakładaniem masek, unikaniem konfrontacji. Nie ufamy sobie, bo w sytuacjach niewygodnych nasze zachowania potrafią byc paniczne i nieprzemyslane. Ale gdyby tak porzucić strach na chwilę każdego dnia i budować w sobie życzliwość, nieść dobre intencje. O ile mniej żalu i wstydu mielibyśmy do trawienia.

Bez kategorii O ŻYCIU

Szczęście to…

23 listopada 2015

Dzisiaj postanowiłam poświęcić chwilę myślom o tym, co przynosi mi szczęście. Nie jestem w tym zakresie niestandardowa, głownie jest to miłość i natura. Miłość do rodziny i przyjaciół a również miłość do tych, których jeszcze ze mną nie ma a którzy zrodzą się z miłości. Cieszy mnie czerpanie z tego, co jest od zawsze;  piasek pod stopami, ciepły wiatr na policzkach i koloryt nocy. Ale piękne jest również to, co stworzył człowiek; zapach kawy, klimatyczne restauracje oraz grube książki w miękkiej oprawie.

Ostatnio zauważyłam, że coraz rzadziej słyszę, jak ludzie przyznają się do tego, że kochają. Zastanawiam się, czy pamiętają, że nie ma ważniejszych ani piękniejszych spraw na świecie niż te, które dotyczą życia z naszymi bliskimi.

Pewnie dużo będę pisać o tym w najbliższym czasie. Jeśli nie tu, to we własnym dzienniku bo jeszcze nie przywykłam do robienia sobie przestrzeni na przemyślenia online. W każdym razie naoglądałam się postaw obronnych; ludzie szukają bliskości ale jednocześnie tworzą dystans w obawie przed zranieniem. Szybko odpuszczają, nie stoją za sobą murem.

To sprawiło, że poczułam potrzebę spędzenia czasu ze swoją miłością – tą którą odczuwam, którą w tej chwili karmi, a którą nie raz zdarzało mi się zagłuszać. Po raz pierwszy od lat czuję ile mam światu do zaoferowania. Jest mi ze sobą bezpiecznie, mieszkam w dobrej skórze, w moim ciele mieszka dobry duch.

Polecam kazdemu taką medytację nad źródłem szczęscia.

Poniżej zamieszczam wizualizację drobnych spraw, które sprawiają mi radość.

1. Czytanie książek,

12270053_10207671517896819_1122828745_n

 

2. Ciepłe swetry z mięsistym splotem,

12283201_10207671515536760_1397936606_n

 

3. Marzenia o własnych czterech kątach,

12282787_10207671516296779_162596889_n

 

4. Wspólne śniadania,

12286156_10207671544737490_951325022_n

 

5. Możliwość pozostania w łóżku po przebudzeniu,

12273066_10207671518456833_1187682544_n

 

6. Smak i aromat kawy o poranku,

12285918_10207671517256803_1623119762_n

 

7. Malowanie farbami,

12285784_10207671515976771_2015099339_n

 

8. Trzymanie się za ręce,

12277078_10207671517496809_1150268341_n

 

9. Podróże,

12282767_10207671518216827_559550970_n

 

10. Nocne spacery,

12286103_10207671518656838_1295263956_n

 

11. Spotkania z przyjaciółmi,

12233072_10207671517976821_403325920_n

 

12. Sezonowe owoce,

12285847_10207671517096799_401478940_n

 

13. Praca nad własnym ciałem,

12286152_10207671516936795_1263078022_n

 

14. Świeże kwiaty w domu,

12277125_10207671516656788_1664781898_n

 

15. Słońce i ciepły piasek,

 

12233076_10207671516416782_248117529_n

 

16. Zwiedzanie nowych zakatków świata,

12272650_10207671516896794_681499367_n

 

17. Wyjście do restauracji na randkę,

12283268_10207671515816767_758643351_n

 

18. Palenie ogniska i pływanie łódką,

12270560_10207671518736840_1699080893_n

 

19. Ten szczególny dzień, w którym stajemy się rodziną,

12277050_10207671516376781_2066748205_n

20. Rodzinne święta,

12283247_10207671519096849_105991135_n

 

21. Pakowanie prezentów i pieczenie świątecznych wypieków,

12277137_10207671544537485_1822345453_n

 

22. Miłość i jej nastepstwa:)

12277278_10207671518856843_228291417_n