Browsing Category

Bez kategorii

Bez kategorii KUCHNIA PRZEPISY ŚNIADANIA

Proziaki – szybkie pieczywo bez drożdży

7 kwietnia 2020

Przyszły do nas takie czasy, kiedy unikamy spacerów do piekarni, a drożdże ze sklepowych półek znikają w oka mgnieniu. Dobrym sposobem jest mrożenie chleba, jednak kiedy i te zapasy się skończą, można w domowym zaciszu ulepić zamiennik, który nie wymaga zbyt wielu składników, ani czasu.

Proziakami nazywamy chleb sodowy, pochodzący z Podkarpacia, znany w różnych regionach Polski. Pewnie wiele babć kojarzy je jeszcze z dzieciństwa. Kiedyś wypieki chleba miały miejsce raz w tygodniu, dlatego zaradne gospodynie domowe stworzyły ulepek zamienny, który posmarowany masłem cieszy podniebienie i śniadaniowe stoły po dzień dzisiejszy.

Przypominam, że moje przepisy nie zawierają glutenu, można natomiast zawsze mąkę, którą ja wybrałam zastąpić zwykłą pszenną.

Składniki (porcja ok. 25-30 proziaków wielkości dłoni)

  • 500g mąki kukurydzianej (można użyć pszennej lub żytniej)
  • 750 ml kefiru
  • dwa jajka
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka soli himalajskiej
  • 1 łyżeczka cukru
  • mąka do podsypywania
  1. Wszystkie składniki dokładnie zmieszać, powstałe ciasto przełożyć na stolnice i odrywać małe kawałki.
  2. Oderwane kawałki formować w kuleczki, następnie wałkować placki o grubości ok 1cm.
  3. Placki podpiekać na nagrzanej, suchej patelni, podpiekać z obu stron aż się zarumienią.

Bez kategorii KUCHNIA PRZEPISY ŚNIADANIA

Naleśniki bez glutenu – cudownie delikatna tapioka

3 kwietnia 2020

Te naleśniki stworzyłam jakiś czas temu zupełnym przypadkiem. Od niemal 10 lat z powodzeniem unikam produktów glutenowych, przez ten czas poznałam sposoby na smaczną kuchnię bez glutenu z użyciem zamienników. Dzisiejszym zamiennikiem dla mąki pszennej będzie tapioka, dzięki której naleśniki są fantastycznie mięciutkie i elastyczne.

Ten przepis prawdziwie wielbię, ponieważ z jego użyciem dzieje się magia. Pozwólcie, że wypunktuję:

  • Tych naleśników nie da się spalić. Jeśli się zagapisz, po prostu zrobisz sobie chrupiącą macę,
  • Można z nich zrobić świetne kluski do zupy,
  • Idealnie nadają się również jako zamiennik dla pierogów, których ulepienie bez glutenu nie należy do najprostszych. Wystarczy nadzienie zawinąć w naszego tapiokowego naleśnika i podsmażyć na patelni aby ładnie się zalepił.

Naleśniki z tapioki:

1 szklanka mąki z tapioki
1 szklanka mleka (ja używam migdałowego)
1/2 szklanki wody
2 jajka
szczypta soli
3 łyżki oleju

Mieszamy całość i wlewamy na rozgrzaną patelnie, smacznego!

Bez kategorii KUCHNIA LESS WASTE

Gospodarowanie żywnością – jak nie zmarnować zapasów

15 marca 2020

Wraz z pojawieniem się pandemii, pojawiła się też potrzeba gromadzenia żywności „na zapas”. Nie jest to złym odruchem, eliminowanie konieczności systematycznego wychodzenia z domu może uchronić nas i nasze otoczenie przed transmisją wirusa. Z gromadzeniem zapasów wiążą się jednak dwa problemy:

  1. W okresie epidemii ludzie gromadzą się w dużych skupiskach i nie trzymają stosownych odległości stojąc w kolejkach
  2. Istnieje wysokie ryzyko marnowania nadwyżki produktów, zwłaszcza świeżych

Aby korzystać ze swoich zapasów możliwie najdłużej, dbać środowisko, zachować różnorodność diety i nie marnować jedzenia, stworzyłam skromny poradnik dotyczący tego, jak gospodarować naszą domową spiżarnią.

Pisząc ten post, sama czerpałam z niego lekcje. Wiele błędów popełniałam dotychczas, niedbale przechowując żywność, powodując, że wiele warzyw i owoców lądowało w śmietniku.  Wiele wskazówek dotyczących przechowywania zaczerpnęłam z książki „Bez resztek” Jagny Niedzielskiej, którą bardzo wszystkim polecam.

 

Zasady przechowywania w lodówce:

  1. Na górnej półce trzymamy nabiał, przetwory i ciasta. Na niższych półkach, gdzie jest zimniej, zepsują się szybciej. Dobre bakterie – kwaszące – rozwijają się w wyższej temperaturze, natomiast kiedy jest zbyt zimno – do boju ruszają szkodliwe bakterie gnilne.
  2. Na środkowej półce powinny się znaleźć produkty, które najszybciej się psują: gotowe dania do odgrzania, sery i wędliny. Dania i produkty z tej półki powinny być zawsze szczelnie zamknięte.
  3. Dolna półka to miejsce dla surowego mięsa, ryb i owoców morza. Nie trzymamy tych produktów na tej samej półce, co dania gotowe do spożycia.
  4. W dolnej szufladzie przechowujemy owoce i warzywa, trzymane luzem, bez folii, przez którą odparzają się i szybciej psują. Temperatura wynosi tu około 10 stopni Celsjusza, panuje wyższa wilgotność, jak w piwniczce.
  5. Boczna półka (na drzwiach) to najcieplejsze miejsce w lodówce. Przestrzeń ta przeznaczona jest dla produktów, które nie wymagają niskiej temperatury. Soki, musztarda, majonez, mleko, jaja.

Zasady przechowywania w zamrażarce:

  1. Substancje ciekłe podczas zamarzania zwiększają swoją objętość, dlatego chcąc zamrozić zupę czy sos w słoiku, nie należy go zakręcać, ponieważ jest ryzyko, że pęknie.
  2. Świeżych produktów do zamrożenia nie kładziemy w zamrażalniku obok tych zamrożonych, może to powodować częściowe rozmrażanie.
  3. Żywność najlepiej jest przechowywać kategoriami, produkty zbożowe osobno, mięso osobno, warzywa i owoce osobno.

Przechowywanie poszczególnych produktów spożywczych:

Pieczywo:

Kupując większe ilości pieczywa, świeże pieczywo warto zamrozić i rozmrażać w piekarniku (ok. 150 stopni) przez kilka minut tuż przed spożyciem. Będzie mięciutkie i chrupiące.

Przechowując pieczywo w chlebaku, najlepiej pozbyć się foliowych siatek, które przyspieszają proces gnicia, świetnie sprawdzają się woreczki lniane, jednak w razie ich braku wypieki należy wrzucić do chlebaka luźno, a w rogu chlebaka umieścić połówkę ziemniaka lub jabłko, które zapewnią odpowiednią wilgotność. (Należy pamiętać o tym aby zużyć jabłko czy ziemniaka zanim się zestarzeją i zgniją)

Chcąc by chleb, czy bułki były miękkie i świeżutkie jeszcze następnego dnia, wystarczy je odrobinę zwilżyć i wstawić do piekarnika na kilka minut.

Suche bułki możemy zmielić na bułkę tartą lub wykorzystać je do wykonania zapiekanek, czy grzanek do zupy.

Artykuły sypkie:

Makarony przeważnie przechowywane są w szczelnie zamkniętych opakowaniach foliowych, które dość skutecznie uniemożliwiają molom, czy wilgoci przedostanie się do produktu. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku mąki, niektórych kasz i ryżu. Kupując te produkty, zwłaszcza zapakowane w papier, warto w naszej spiżarni zabezpieczyć je za pomocą dużych, plastikowych pojemników na zatrzaski, w których umieścimy nasz zapas zbiorczo. Produkty do aktualnego spożycia najlepiej jest przesypać do szklanych słojów lub innych pojemników z szczelnym zakryciem

Orzechy

Przechowujemy w szczelnie zamykanym pojemniku, w suchym i zaciemnionym miejscu.

Buliony i zupy:

Mrożony bulion można przechowywać nawet do 3 miesięcy.

Zioła i przyprawy świeże:

Zachęcam by świeże pociąć i zamrozić w szklanych słoiczkach. Ja robię tak ze szczypiorkiem i koperkiem. Przechowywane w ten sposób nadają się do spożycia przez 10 miesięcy.

Szpinak przechowuj w lodówce, zawinięty w papier ręcznikowy.

Laskę cynamonu i goździki po użyciu można umyć w ciepłej wodzie, osuszyć i użyć ponownie jeszcze kilkakrotnie.

Owoce i warzywa:

Młoda kapusta lubi chłód i samotność, przechowuj ją pojedynczo, w lodówce przetrwa 2 tygodnie. Pokrojona na mniejsze kawałki i zamrożona wytrwa w zamrażalniku 6 miesięcy.

Dynię przechowywać można przez okres 6 miesięcy w ciemnym pomieszczeniu, w temperaturze 10-15 stopni. Można ją też zamrozić i przechowywać 12 miesięcy.

Awokado można zblendować, skropić cytryną i zamrozić. Przechowywane w zamrażalniku będzie zdatne do spożycia przez 12 miesięcy.

Dojrzałe awokado trzymamy w lodówce do 3-4 dni. Przekrojone awokado (najlepiej z pestką) należy skropić sokiem cytryny (aby nie czerniało), tak zabezpieczone można przechowywać w lodówce ok. 2 dni.

Ogórki w lodówce szybko tracą smak i szybciej się psują.

Kalafiory i brokuły dłużej zachowują świeżość kiedy są przechowywane w lodówce, można je również zamrozić, dzięki czemu ich okres przydatności wydłuży się do 12 miesięcy. Przed mrożeniem należy przelać je wrzątkiem aby zachowały kolor i smak.

Ziemniaki i buraki wystarczy przechowywać w suchym, zacienionym miejscu. Nie należy trzymać ich w foliowych siatkach, przyspiesza to ich starzenie.

Świeże pomidory trzymamy w suchym miejscu, dojrzałe w lodówce.

Truskawki i maliny przechowujemy w lodówce, na gornej półce przez 3-4 dni. Powinny być rozłożone na ręczniku papierowym, w pojemniku bez przykrywki, przykryte papierem ręcznikowym z wierzchu. Zamrożone mogą przetrwać rok.

Banany warto obrać, pociąć i zamrozić, dzięki czemu możemy swobodnie kupić ich większą ilość. Zachęcam do kupowania „samotnych bananów”, te pojedyncze, oderwane od kiści sztuki są całkowicie zdatne do spożycia, niemniej jednak przez nasze przyzwyczajenie do kupowania kiści, pojedyncze banany w ogromnych ilościach idą na zmarnowanie.

Chcąc by banany szybciej dojrzały, wystarczy położyć je obok jabłek lub wstawić do lodówki. Skórka pociemnieje, a środek będzie miękki i słodki.

Jabłka przyspieszają proces dojrzewania innych owców, dlatego powinniśmy trzymać je w oddzielnym koszu. Z obierek jabłkowych możemy zrobić napar,wystarczy woda, obierki, imbir i goździki, ewentualnie substancja słodząca na koniec (cukier lub miód).

Nabiał:

Twaróg można przechowywać w lodówce do 2 tygodni, jego świeżość możemy przedłużyć przechowując go w lodówce na talerzu, oprószonego solą.

Masło przechowywać w lodówce można do 4 tygodni, w zamrażalniku do 6 miesięcy.

Masło klarowane w temperaturze pokojowej można przechowywać do 9 miesięcy, w lodówce do 15 miesięcy.

Sery można zamrozić w kawałku lub strate, warto zaznaczyć, że po rozmrożeniu będa kruche. Fantastycznie natomiast wciąż nadawać się będą jako dodatki do dań na ciepło.

Jaja: białka jaj można zamrozić w szczelnie zamkniętym plastikowym pojemniku, przechowywane tak nadają się do spożycia przez 3 miesiące. Rozmrażamy je zawsze w lodówce.

Przydatność do spożycia:

Tutaj zacytuję fragment książki „Bez Resztek” Jagny Niedzielskiej:

Ważna informacja jest taka, że istnieje rozróżnienie między określeniami „należy spożyć do” oraz „najlepiej spożyć przed”.

Oficjalnie termin przydatności do spożycia („należy spożyć do”) to termin, po którym produkt ma być bezwględnie wycofany z obrotu.Wycofywane są nawet produkty, które nie mają oznak zepsucia. (…)

Drugie określenie, czyli „najlepiej spożyć przed” lub „najlepiej spożyć przed końcem”, mówi o tym, kiedy najlepiej spożyć dany produkt, ale informuje jednocześnie, że po wskazanej dacie może on być nadal zdatny do jedzenia.

Wiele produktów jeszcze chwilę po upływie daty przydatności nadaje się do spożycia. Poniżej kilka wskazówek jak rozróżnić ich świeżość lub jej brak:

Jaja: Wystarczy wykonać test ze szklanką wody. Surowe jajko wkładamy ostrożnie do szklanki pełnej wody, jeśli wypływa na wierzch, oznacza, że jest już stare i nie nadaje się do spożycia, jeżeli wciąż znajduje się na dnie, można zjeść.

Mąka: Nadaje się do spożycia tak długo, jak długo nie wydziela żadnego zapachu.

Oliwa: jest jadalna dopóki ma świeży, trawiasty zapach.

Nabiał: może być dobry jeszcze kilka dni po terminie, warto sprawdzić czy produkt nie jest zważony, kwaskowaty w smaku, zapachu.

Makaron soczewica sucha, czy fasola nadają się do spożycia nawet kilkadziesiąt dni po terminie.

Przykładowa zawartość domowej spiżarni:

  • Kasza gryczana
  • Kasza jaglana
  • Ryż
  • Makaron
  • Wafle kukurydziane
  • Płatki owsiane/jaglane
  • Płatki ryżowe/gryczane błyskawiczne
  • Płatki kukurydziane
  • Mąka pszenna/kukurydziana/gryczana
  • Passata pomidorowa
  • Koncentrat pomidorowy
  • Oliwki
  • Ogórki kiszone
  • Groszek konserwowy
  • Owoce konserowane
  • Kukurydza konserwowa
  • Fasola czerwona konserwowa
  • Tuńczyk konserwowy
  • Soczewica sucha
  • Cieciorka sucha
  • Olej rzepakowy
  • Oliwa z oliwek
  • Pasta Curry
  • Mleko w proszku
  • Mleko krowie/owcze/roślinne
  • Ocet
  • Masło orzechowe
  • Cukier
  • Miód
  • Sól
  • Proszek do pieczenia
  • Soda oczyszczona
  • Przyprawy
  • Suszone owoce
  • Orzechy
  • Kawa
  • Herbata
  • Filtry do uzdatniania wody
  • Woda w 5l baniakach
  • Pieczywo – do zamrożenia
  • Szczypiorek – do zamrożenia
  • Koperek – do zamrożenia
  • Mrożone owoce
  • Mrożone mieszanki warzywne
  • Mięso – do zamrożenia lub do weków
  • Słodycze: czekolada/ciastka/chałwy
Bez kategorii DZIECKO PARENTING

Farma Dyń w Powsinie

28 września 2019

Z racji ładnej pogody, która dzisiaj zawitała nad Warszawą pomyślałam, że zdam relację z naszego pobytu w Dyniowie – Farmie Dyń, znajdującej się w Powsinie. Bardzo ciekawy i klimatyczny koncept, nieskomplikowany, oparty na bliskości z naturą, radość odnajdą tam zarówno dzieci, jak i dorośli.

Atrakcje Dyniowa:

Dynie

Mnóstwo, mnóstwo dyń. Przeróżne gatunki i gabaryty stanowią nie tylko piękną dekorację, scenerię zdjęć ale również ofertę farmy. Na miejscu można zrobić dyniowe zakupy, w sam raz na jesienne propozycje kulinarne, w których dynia króluje w słodkiej i słonej postaci.

Zwierzęta

Największą atrakcją dla mojej 2 letniej córki były żywe zwierzątka, z którymi można było swobodnie wejść w interakcję. Zagroda dla króliczków, podzielona na 4 mniejsze przestrzenie przeznaczona była do użytku dzieci (naturalnie, pod nadzorem rodzica). Duże króle i ich młode spokojnie przyjmowały pieszczoty małych rączek, jadły dzieciom z rąk. Zasady były proste: nie więcej niż 5 dzieci w jednym boksie, zwierzątek nie bierzemy na ręce, rodzic stale obserwuje swoją pociechę. Na miejscu był też opiekun króliczków, który czuwał nad ich bezpieczeństwem i (pewnie lekko wątpliwym) komfortem.

Dla uspokojenia Waszych troskliwych serc dodam, że zwierzęta były zadziwiające oswojone z panującymi warunkami. Nie było strachu, uciekania, dudniących serduszek; króliki podchodziły do dzieci, dawały się głaskać, jadły z ręki, nawet nie podnosiły się przy głaskaniu kiedy spokojnie leżały na miękkiej ściółce. podejrzewam, że kluczowe było to, że nie lewitowały bez sensu w małych ludzkich rączkach.

Młode kozy można było karmić świeżą zieleniną, a obok boksów czekało na nie mleczko w butelkach, które można było im podać.

Poza kozami znajdowały sie tam również gąski, alpaka, kury, indyki.

Labirynt z siana, trampolina, huśtawki

W naszym przypadku były to najmniej interesujące punkty farmy, jednak widziałam, że starsze dzieci z zaangażowaniem biegały po namiocie wypełnionym sianem, a większość huśtawek była zajęta. Trampolina również była wypełniona fikającymi maluchami.

Sceneria do zdjęć

Polana wypełniona stogami siana, rozmaitymi gatunkami dyń, taczkami pod użytek zdjęć bardzo sprzyjała rodzinnym zdjęciom. Z resztą, nie tylko rodzinnym. Na miejscu było mnóstwo młodych dorosłych, którzy z zaangażowaniem pokładali się na sianie, znalazła się nawet ekipa z własną blendą. 🙂

Sama rozpływam się nad garstką zdjęć, które udało się nam uchwycić podczas pobytu, myślę, że potencjał miejsca na stworzenie pięknej pamiątki jest duży. Jednak pojawiły się tam również sceny, które odrobinę burzyły sielankowy klimat.

Ponieważ byliśmy w weekend, ludzi było naprawdę dużo. Widać było, że sporo dzieciaczków przyjechało z rodzicami w celu zrealizowania ślicznych zdjęć. Po farmie biegały maleńkie dziewczynki ubrane w sukieneczki z koronką, w pantofelkach, białych rajstopkach, z kokardką we włosach. Ich zabawie przerywało ciągłe wołanie rodzica, przesuwanie ich, powtarzające się sadzanie na stogu siana. Całości towarzyszył płacz i paniczne prośby rodziców „jeszcze chwilkę”. To nie był jednostkowy widok.

Nie ma nic niepokojącego w rodzicu z telefonem w ręku, chcemy zatrzymać trochę tych momentów, które tak szybko umykają. Jednak wydaje mi się, że piękno tych wszystkich zdjęć polega na uchwyceniu naturalnej aktywności naszych pociech i zdjęcia wykonywane na siłę nam tego zapewnić nie zdołają.

W tłumną niedzielę polana wypełniona więc była dorosłymi instagramowiczami i płaczącymi dziećmi, siedzącymi na stogach siana w retro stylizacjach. Tu było trochę dziwnie.

Informacje organizacyjne

Farma dyniowa czynna jest 7 dni w tygodniu od godziny 10.00 do 18.00 (dzisiaj, tj. 28 września czynna jest wyjątkowo od godziny 14.00), wstęp płatny jest 10 zł od dorosłego i 20 zł od dziecka.

Adres: ul. Przyczółkowa 2k, 00-001 Warszawa

Warto wziąć ze sobą marchewki, sałatę, cykorię, natkę pietruszki itp., mogą się przydać do karmienia zwierząt. 🙂

 

PARENTING RODZIC

Mam nieodkładalne dziecko

7 grudnia 2018

Mam nieodkładalne dziecko, tak zwane „high need baby”. Dużo czasu spędzamy przytulone, zarówno w dzień, jak i w nocy. Jest ze mną wszędzie; w toalecie, w wannie, w łóżku, w kuchni. Chwile, kiedy pochłania ją zajęcie niewymagające mojego udziału są raczej rzadkie i krótkotrwałe.

Jazda samochodem to droga pełna frustracji i krzyku ze strony „skrępowanego pasami” malucha. Wychodzę z siebie wymachując książeczkami, „awaryjnymi plackami”, aż w końcu łamie nasze szlachetne założenia (o nieużywaniu smartfona przez dziecko) i uzyskuje ciszę dzięki dziecięcej grze edukacyjnej na smartfonie.

Sen mojej córki jest niezwykle lekki, takie drobnostki jak strzelające kolano, czy wibracja telefonu mogą zakończyć krótka drzemkę w ciągu dnia. Nie ma mowy o tym, żeby zając się praniem, zalegającymi talerzami w zlewie czy innymi czynnościami generującymi nagłe, pojedyncze dźwięki.

Lepiej siedzieć cicho jeśli ma się marzenie o chwili dla siebie.
A najlepiej jeśli dziecko śpi wtulone we mnie, wtedy drzemka potrafi trwać nawet dwie godziny.
(Piszę to jako mama 18 miesięcznej dziewczynki, jako niemowlę sypiała dłużej.)

Był czas kiedy mi to przeszkadzało, zwłaszcza kiedy towarzystwo podrzucało złote rady, kompletnie nieskuteczne na HNB (np. usypianie w samochodzie czy wprowadzanie wieczornej rutyny -rodzic hajnida pewnie się przy tym zaśmieje). Bardzo długo nie kwalifikowałam mojej córki pod dziecko wymagające, wydawało mi się, ze takie są wszystkie dzieci, a kobiety, które opowiadają o spokojnych aniołkach zwyczajnie pudrują rzeczywistość. Mimo wszystko opowieści o potomstwie, które ma długie i spokojne drzemki, dzięki którym rodzice mogą zapanować nad domem wprowadzały mnie w zadumę. Dlaczego w moim przypadku najdrobniejszy szmer kończy się pobudką? Dlaczego inne mamy są bardziej wypoczęte niż ja? Dlaczego mają czas na trening w domu? Próbowałam podejmować walkę z potrzebami córki, nie wiedziałam wówczas, ze na temperament mojego dziecka jest stosowne określenie i sposób postępowania. Jaki?

NIE WALCZ Z TYM. High Need Baby tak ma.

Wszelkie próby uzyskania zmiany w zachowaniu naszego dziecka kończyły się tym, ze sfrustrowana i zmęczona była nasza cała trójka. To wszystko było nienaturalne i przykre, w dużej mierze opierało się na odmawianiu bliskości, a to jedynie stresowało dziecko, które wówczas jeszcze bardziej potrzebowało naszej atencji. Szybko zrezygnowaliśmy, zmęczeni postanowiliśmy po prostu dać się poprowadzić intuicji i ta okazała się najskuteczniejsza.

Zapewnienie poczucia bezpieczeństwa i bliskości dzieciom „nieodkladalnym” to szalenie istotny element współpracy na linii opiekun-dziecko. Dzieci wymagające posiadają szczególny temperament, który przejawia się wzmożona czujnością. Ta czujność prowadzi do stałego upewniania się, ze rodzic jest w zasięgu by zapobiegać potencjalnym zagrożeniom. Obserwują otoczenie, nasłuchują. Takie czuwanie jest męczące, dlatego niezwykle istotna jest bliskość z rodzicem – jest to ten rzadki moment kiedy czuwać nie trzeba, można odpocząć.

W dorosłym życiu takich środków to blokowania naszego systemu czuwania jest mniej. Chociaż wiele bym oddała za poczucie, ze teraz za czuwanie odpowiada ktoś inny. I mówię to jako dorosły „high need baby”.

Czy z tego się wyrasta?

Nie do końca.

To nie jest choroba, stan ani faza. To jest temperament, cechy, które kształtują charakter młodego człowieka. Nawet w dorosłym życiu czuwamy, obserwujemy, zazdrościmy znajomym tego, że potrafią zasnąć w minutę. Z high need baby wyrastamy do high need human, ale te potrzeby potrafimy spełniać we własnym zakresie, a to istotna różnica. Dziecko wciąż potrzebuje rodzica.

Jeżeli otoczymy dziecko opieką, skupimy się na rozumieniu jego potrzeb ta czujność ma szansę subtelnie zmaleć, uczenie dziecka samodzielności również stanowi istotny punkt wsparcia prawidłowego rozwoju emocjonalnego. Jeżeli natomiast posłużymy się metodą „zimnego chowu”, będziemy dziecko pozostawiać samo sobie „aż się wypłacze”, wysoce prawdopodobne jest to, że czujność dziecka, strach przed odrzuceniem, samotnością będą narastać. Będzie nam wszystkim trudniej.

Kilka słów opisujących dzieci wymagające (High Need Baby, skrót HNB):

Usypiają długo, śpią płytko, budzą się częściej niż mniej czuwający rówieśnicy.
– Bardzo często zmęczeni częstymi pobudkami rodzice HNB decydują się na co-sleeping (wspólne spanie). Bardzo pomaga się wyspać obu stronom.
Są nieodkładalne. Nie lubią przebywać na powierzchniach „niematczynych”, teoria 4 trymestru zdaje się przedłużać na trymestr 5 i 6… Noszenie i wiszenie przy piersi to sens ich istnienia.
Domagają się kontaktu z rodzicem; chwile kiedy dziecko jest pochłonięte samodzielną zabawą należą do świętej rzadkości.
Nie tolerują krępowania; fotelik samochodowy, pasy, szalik to najskuteczniejsze sposoby na wyprowadzenie dziecka z wątpliwej równowagi w mniej więcej 2-3 sekundy. Jazda samochodem nie należy do relaksujących czynności ani dla rodziców, ani dla dziecka.
Są zmienne; wprowadzanie rutyny nie należy do najłatwiejszych czynności, hajnidy nie czują się zobowiązane do przestrzegania pór dnia, drzemek, kąpieli. Jednego dnia są śpiące o 19:00, drugiego po trzygodzinnym lulaniu udaje się je położyć do łózka o 24.
Są wrażliwe; bacznie obserwują otoczenie i silnie reagują, nie przegapią złości, żalu, płaczu, będą współodczuwać i prawdopodobnie trudno będzie je wyciszyć. Poddenerwowani rodzice mogą dostrzec, że mimo usilnych prób ich nastrój udziela się dziecku, które odmawia zabawy, snu, jedzenia i akceptuje jedynie noszenie.

Rodzicom HNB bardzo polecam bloga http://wymagajace.pl, znajdziecie tam ukojenie. 🙂

 

PARENTING

Matko, zorganizuj się

20 maja 2018

Oswajając się z macierzyństwem nie miałam w otoczeniu innej świeżo upieczonej mamy, z którą mogłabym dzielić się „sposobami na życie”. Byłam trochę zagubiona i przytłoczona ilością pierwszych razów, z którymi musiałam mierzyć się każdego dnia. Babcie były pomocne, ale ponieważ obie pracują moim głównym źródłem, u którego szukałam odpowiedzi na nurtujące pytania był internet. Szukałam bloga parentingowego, na którym znalazłabym fajną, obytą z macierzyństwem kobietę, która z dobroci serca szerzyłaby rodzicielskie mądrości dla niewtajemniczonych.

Znalazłam wówczas coś zupełnie innego.
Znalazłam zdanie, które pojawia się dość często w internetowej aktywności matek.

„Wystarczy dobra organizacja.”

To zdanie pada przeważnie ze strony kobiet, które twierdzą, że mimo absorbującej roli jaką jest macierzyństwo są w stanie pracować, wyskoczyć z koleżanką na drinka, trenować regularnie, w ich domu panuje porządek, pachnie ciepłym obiadem. Nic nie musi się zmieniać po narodzinach dziecka.

Jak? Nikt nie wdaje się w szczegóły. Dobra organizacja, kropka.

Bardzo mnie to zagadnienie drażni ponieważ wprowadza kobiety w błędne przekonanie o tym, że da się to osiągnąć samodzielnie, a pewne ograniczenia w zakresie realizowania swoich potrzeb wynikają z ich winy. Z lenistwa, roztargnienia, braku sprytu. Niejednokrotnie czytałam pod podobnymi motywacyjnymi treściami jak zmęczone i zdezorientowane młode mamy wyrażały zaniepokojenie pytając „co robię nie tak?”. Nikt im nie odpowiedział.

Sama przez jakiś czas usiłowałam zrozumieć jak można zorganizować się na tyle żeby niemowlę nagle się dostosowało, przestało wymagać uwagi i potraktowało nasze plany poważnie.

Odpowiedź jest prosta

Z perspektywy czasu wiem, że odpowiedź na to pytanie wszystkie znamy, a jednocześnie nie przychodzi nam łatwo, ponieważ wymagamy od siebie stanowczo za dużo. Z miłości chciałybyśmy wszystko robić na 100%, a prawda jest taka, że najszczęśliwsze dzieciństwo zapewnimy naszym pociechom wówczas, gdy wrzucimy na luz.

Jaką przewagę mają matki wypoczęte, które są w stanie wygenerować czas na realizację własnych potrzeb?

Mają wsparcie.

Nie ważne, czy pod postacią męża (chociaż to nie zawsze wystarcza jeśli ten pracuje do późna), babci, niani. Te rodziny mają dodatkową parę rąk, które zapewniają im swobodę, a dzieciom opiekę.

I jasne, można takiego tymczasowego opiekuna nazwać „dobrą organizacją” – w końcu ktoś go musiał zorganizować – ale jest to ogromne niedomówienie. Na dobrą organizację każdy może sobie pozwolić, ale bez wsparcia nie będzie ona skuteczna.

Złote klatki

Dzisiejsze pary mają ten luksus, że życie rodzinne mogą rozpoczynać na swoim. Jest to doświadczenie, o którym marzyło pokolenie naszych rodziców, którzy nierzadko pierwsze lata małżeństwa spędzali pod dachem wielopokoleniowych domów. Wiecznie zajęta łazienka, nieproszone złote rady, błache konflikty z domownikami i brak własnego kąta mogły dawać się we znaki, ale jednak pod kątem wsparcia ówczesne matki były znacznie hojniej wyposażone niż współczesne. Przekazywanie malucha z rąk do rąk, pytania, których nikt nie zostawiał bez odpowiedzi, podział obowiązków rozłożony na grupę osób. To nie było takie złe.

Współcześnie odpowiedzi szukamy najczęściej u wujka Google, pracujące babcie sporadycznie zaglądają nacieszyć się wnukiem, a kiedy mąż wraca z pracy trzeba wybierać między spędzaniem wspólnego czasu, a realizacją własnych potrzeb, czy nadrabianiem zaległości w obowiązkach domowych. Ogromnym ratunkiem jest wsparcie rodziny czy niań i nie ma w tym absolutnie nic wstydliwego. Nie podoba mi się fakt, że kobiety usiłują ukrywać przed resztą świata, że czerpią radość z przestrzeni na własne „ja” dzięki czyjejś obecności.

Od razu podkreślam, że istnieje dobra organizacja na tym świecie, ale dość istotnym punktem odniesienia jest wiek dziecka. Inaczej organizujemy się przy śpiącym większość doby noworodku, inaczej przy raczkującym maluchu, a inaczej przy biegającym roczniaku (i dalej).  Należy też przyjąć, że zdolności organizacyjne matek w porównaniu do reszty świata są troszkę ograniczone przez konflikt interesów na linii kobieta-niemowlę i niestety niemowlęta nie słyną z ugodowości.

Jak matka matce

Nie bez przyczyny w sieci roi się od tzw. „wojujących matek”, które chętniej niż inne grupy społeczne wyrażają swoje frustracje. Macierzyństwo jest niezwykle emocjonalną rolą w życiu każdej kobiety. Chcemy zapewnić dziecku najlepszą opiekę i ze strachem myślimy o potencjalnych pomyłkach. Staramy się ze wszystkich sił, które w danym momencie mamy do dyspozycji. Nakładamy na siebie ogromną presję. Mając tego świadomość powinnyśmy być dla siebie wzajemnie wyrozumiałe i pomocne. Nikt na tym przecież nie zbiednieje, a wręcz przeciwnie – możemy wzbogacić życie innej rodziny pokazując zwyczajną prawdę.

 

 

Bez kategorii O ŻYCIU PARENTING

Baby Blues – (nie)piękne początki

4 sierpnia 2017

Kiedy dopadł mnie Baby Blues sporo czasu spędziłam na wertowaniu internetu w poszukiwaniu otuchy. Szukałam dowodów na to, że nie jestem w tym sama, nie zwariowałam i tak nie będzie już zawsze. O tym płaczliwym etapie połogu słuchałam na szkole rodzenia, wyobrażałam to sobie jako coś na kształt PMS. Popłaczę nad dzieckiem, nad reklamą papieru toaletowego, nad galaretowatym brzuchem po ciąży i w końcu mi przejdzie. Nie spodziewałam się jednak bólu egzystencjalnego.

Przechodząc przez Baby Blues bardzo potrzebne jest wsparcie. Moje monologi o smutkach macierzyństwa wprawiały często znajomych w otępienie – nie wiedzieli za bardzo co powinni odpowiedzieć, robili neutralną minę nie chcąc mnie urazić i nie ciągnęli tematu.

Nie miałam żalu. To trzeba poczuć, nie da się sobie tego wyobrazić.
Na szczęście moja mama słuchała cierpliwie – jak na zawodowego psychoterapeutę przystało – i koiła moje nerwy. Już sama jej obecność była kojąca. Momentami miałam wrażenie, że pod względem zapotrzebowania na „mamę” cofam się do czasów przedszkolnych.

Pod ciężarem własnej niechęci do nowego kształtu mojego życia myślałam o przyjaciółce, która opowiedziała mi, że po urodzeniu dziecka czuła się najszczęśliwsza. O kobietach z instagrama, które w pełnym makijażu sączyły aperol z niemowlakiem śpiącym smacznie w wózku obok. Ja z trudnością znajdowałam czas aby skorzystać z toalety.

Wciąż zadawałam sobie pytania:
Jak one to robią? (Te pytanie padało najczęściej)
Dlaczego nie czuję się dobrze w roli matki?
Czy tak już będzie zawsze?

W tym wszystkim najboleśniejsze było to, że było mi potwornie szkoda Zoji. Powinnam być szczęśliwą mamą. Tak jak te wszystkie instamamy, które w opisach swojego profilu pisały „szczęśliwa żona i mama”.

BABY BLUES

Baby blues to reakcja organizmu na intensywne zmiany hormonalne, które zachodzą w naszym ciele już po urodzeniu dziecka. Hormony zaczynają się (bardzo) powoli stabilizować, by w końcu wrócić do stanu sprzed ciąży.

W tłumaczeniu na emocje: Baby Blues to wstydliwy ból, którego samo istnienie powoduje wyrzuty sumienia.

JAK TO BYŁO U MNIE

Znacie te historie o wszechogarniającej matczynej miłości kiedy położna kładzie noworodka na piersi? To oksytocyna; hormon odpowiedzialny za przywiązanie, czułość i opiekę. Stężenie tego hormonu wzrasta drastycznie przy porodzie naturalnym, wytwarzamy go również karmiąc piersią, a nawet przy najzwyklejszym kontakcie skóra do skóry.

Tutaj zaczyna się moja historia.

Przy 8cm rozwarcia trafiłam na stół operacyjny z decyzją lekarza o cięciu cesarskim. Siłą rzeczy oksytocyny w moim organizmie było mniej. Kiedy podsunęli mi córkę do twarzy abym mogła ją zobaczyć i ucałować nie czułam nic. I nie chodzi mi o zobojętnienie, po prostu ten moment wydawał mi się odległy i nierealny.

Powtarzałam sobie „to ona”. To ona jeszcze kilka dni temu podskakiwała pod moim sercem kiedy piłam ciepłą herbatę.
To już. Już jest ze mną.

Ale ta legendarna miłość wtedy na mnie nie spłynęła.
Pomyślałam, że wśród gumowych rękawic, rurek i z otwartym brzuchem mam prawo do emocjonalnego otępienia.

Pierwsza fala czułości pojawiła się po 8-9 godzinach od zabiegu, kiedy wreszcie przynieśli do mnie dziecko na przystawienie do piersi. Leżałam z nią w szpitalnym łóżku, patrzyłam jak zmęczona stresującym dniem zaczyna zamykać oczka.
„Dałyśmy radę” pomyślałam, byłyśmy w tym przecież we dwie. Wzruszyłam się, wiedziałam, że już zawsze będę dla niej schronieniem.

Poczułam, że teraz będzie już dobrze.

POWRÓT DO DOMU

Byłam pewna, że powrót do domu przyniesie mi ulgę. Wrócę do swojej przestrzeni, po której nie biegają obcy ludzie. Położę się we własnym łóżku, wykąpię i opatulę szlafrokiem na cały dzień. Nie mogłam się doczekać.

I faktycznie, ulga chwilę trwała. A później stopniowo zaczęło docierać do mnie jak bardzo zmieniło się moje życie i jak niewiele wiem. Pojawił się strach. Bałam się każdego jęknięcia Zoji, jej płacz sprawiał, że przeszywał mnie gorąc. Chciałam, żeby w domu była osoba, która „zna się na dzieciach”. Potrafi uspokoić, nosić, karmić. Miałam ochotę uciec.

Ta panika ustępowała w miarę upływu dni.

Dodatkowym wyzwaniem okazało się pobudzenie laktacji. Wezwaliśmy konsultantkę laktacyjną, która pokazała nam prawidłowe techniki karmienia (w szpitalu każda położna miała odmienny komplet porad w tym zakresie) i poinstruowała jak używać laktatora. Przez ponad tydzień karmiłam piersią i odciągałam pokarm naprzemiennie. Pomiędzy jedną czynnością, a drugą miałam 20 minut, które przeznaczałam na prysznic, jedzenie lub zwyczajne gapienie się w ściane. Byłam wykończona.

Mój mąż był nieocenioną pomocą. Przynosił jedzenie (często jadłam karmiąc albo odciągając), pilnował godzin karmienia, nosił małą nocami kiedy płakała. Nie spaliśmy oboje. Ale to on dawał Zojce czułości za nas dwoje. Nie denerwował się, uśmiechał, rozczulał i chwalił nas obie.
Czasami żałowałam, że to nie on jest matką.

Dni mijały szybko, ale czułam jak znikam. Uświadomiłam sobie ile moich codziennych rytuałów przepadło, z iloma małymi przyjemnościami nie zdążyłam się pożegnać.

Czasami fantazjowałam sobie, że się budzę. Że ta cała ciąża, poród i dziecko okazały się tylko snem.
Budzę się i mogę w ciszy poleżeć jeszcze godzinę w łóżku, beztrosko przeglądając internet. Mogę wziąć długi prysznic, ułożyć włosy, ubrać się w jedną z letnich sukienek i wyjść ze znajomymi na kawę. Mogę wyjść wieczorem na drinka i wrócić o którejkolwiek. Mogę poczytać książkę w burzowe popołudnie i rozkoszować się dźwiękiem rozbijających się o parapet kropli deszczu.

Budzę się i wraca życie, które znam.

Ale to nie sen. To maleństwo płakało naprawdę, a moje życie kręciło się teraz wokół jej podstawowych potrzeb fizjologicznych.

TO MIJA

Pierwszy raz pojawiła się nadzieja na lepsze jutro kiedy przeczytałam fragment książki o rozwoju maluchów w pierwszym roku życia. Pocieszyła mnie informacja o tym, że kontakt wzrokowy, uśmiechy i gaworzenie zaczynają się już w drugim miesiącu. Zaczęłam więc wyczekiwać.

Na ratunek przyszła też mama, wyciągała mnie na spacery z wózkiem bo miałam tendencję do bunkrowania się w domu. Teściowa zostawała na godzinę z Zoją, abyśmy mogli wyjść na chwilę we dwoje z domu. Znajomi wpadli do nas w odwiedziny.
Odzyskiwałam skrawki normalnego życia.

I w końcu doczekałam się uśmiechu.

Pewnego dnia to po prostu zniknęło. Ten ból bycia matką, ból bycia nieszczęśliwą matką. Wszystko się jakoś ustabilizowało; życie, hormony, humory dziecka.

Każdy rodzic wam to powie: pierwszy miesiąc jest najgorszy.
Ale jest to wartościowe przeżycie.

Ostatecznie rodzicielstwo ma w zanadrzu ogromne pokłady radości 🙂

Bez kategorii O ŻYCIU

Strach i Relacje

4 grudnia 2015

Jako dziecko nie mogłam wyjść z podziwu oglądając filmy, w których dorośli niepotrzebnie komplikowali sobie relacje z najbliższymi uciekając się do milczenia. Nie mówili, że kochają, że tęsknią. Rozchodzili się w bolesnym niedopowiedzeniu, z wysoko podniesioną brodą, wierząc, że zachowują godność. Myślałam, że te fikcyjne sytuacje powstają jedynie na potrzeby filmu. Przeciez ja mówiłam kiedy chciałam, że chcę się zaprzyjaźnić, że się zakochałam, że boję się umrzeć na raka.

Później zakochałam się po raz pierwszy i jak zapewne łatwo się domyśleć – po raz pierwszy zostałam zraniona. Pierwsze miłości trwają zwykle kilka lat, więc przez te kilka lat na zmianę byłam raniona i kochana w niedojrzały i chaotyczny sposób. Z każdym chwilowym rozstaniem traciłam dozę romantyzmu, który pielęgnowałam w sobie jako nastolatka. Coraz mniej mi się widziało noszenie serca w otwartej dłoni, biorąc pod uwagę fakt, że tyle razy zostało oplute. Budził się we mnie bunt przeciwko osobie, która tyle dla mnie znaczyła.

Ten bunt zaczęłam nazywać zdrowym rozsądkiem. Chroniłam siebie.

Po latach, postanowiłam już nie wrócić. Często chciałam powiedziec na głos o wszystkich moich ciepłych uczuciach ale wiedziałam, że w ten sposób tylko przedłużam nasze zdezorientowanie. Ostatecznie oboje skończyliśmy ze złamanym sercem.
Wtedy raz pierwszy zrozumiałam tych „dorosłych ludzi z filmów”.

Wszyscy się rozczarowaliśmy. Niestety dotkliwie roczarowac mogą nas jedynie najbliżsi. Komu i jak później zaufać? Przechodzimy w „tryb ochronny” i odwracamy się plecami do wyzwań, jakie niosą ze sobą silne emocje.
Rozglądając się po otaczającym mnie świecie coraz rzadziej słysze głośne deklaracje o miłości i przyjaźni. Ludzie wstydzą się mówić o przebaczeniu, jakby było oznaką słabości. Głośno mówią natomiast o złości i jej pochodzeniu. Z lekkością negują  znaczenie relacji z osobami, z którymi spędzają najwięcej czasu.

Przede wszystkim jednak nie walczą o siebie nawzajem. W obliczu trudności tłumaczą „tak widocznie miało być”. Tak, jakby ta właściwa relacja miała być pozbawiona utrudnień.

Aby zbudować właściwą relację będziemy musieli   r o z p r a c o w a ć   przeszkody. Odległość, problemy w pracy, problemy z zaufaniem, problemy zdrowotne, rodzinne, finansowe. Tam gdzie jest człowiek, tam są i problemy. Przyjmując nasze wspaniałe wyobrażenie o tym wybranym człowieku, musimy przyjąć też jego bagaż. Z czasem ten wybraniec poczuje się w naszym życiu bezpiecznie i zacznie się rozpakowywać. Trzeba znaleźć w sobie zrozumienie. Dla siebie i dla naszych bliskich.

Jesteśmy przepełnieni strachem przed odrzuceniem, ale jako stworzenia stadne nie przestajemy szukać bliskości. Przyciągamy i odpychamy się wzajemnie, wysyłając nieustannie sprzeczne sygnały. Akceptujemy to co dobre a przykrości staramy się puścić w niepamięć…aż do czasu kiery wrócą. Bo wracają, jak bumerang.

A gdyby tak zaakceptować te słabości, zarówno własne, jak i te, które należą do naszych bliskich. Powiedzieć najpierw „rozumiem”, zamiast prosić o zrozumienie. Nie ma nic piękniejszego niż prawdziwa relacja między dwojgiem ludzi. Dzięki bliskim jesteśmy w stanie poznać siebie, wydobyć z siebie to, co najlepsze i zrozumieć to, co najgorsze.

Myśląc o moich bliskich robi mi się żal, ponieważ sama wpadłam w sidła przyzwyczajeń do słów bezpiecznych, które nie wymagają emocjonalnych reakcji. Nie jestem pewna czy wiedzą, ile dla mnie znaczą i ile mądrości czerpię od każdego z nich. Rzadko sięgam po poradę, chętnie natomiast radzę. Dawniej na okrągło wpuszczałam bliskich do swojego świata, prosząc o kilka słów, z wiekiem zbudowałam w sobie przeświadczenie, że ze wszystkim muszę poradzić sobie sama.

Zostajemy ze sobą sami nie z konieczności, ale ze strachu. Strach jest naszym wyborem.
Pomyślmy o tych chwilach, kiedy przeżyliśmy najcieplejsze uniesienia.

Kiedy ktoś stawał się naszym przyjacielem, stając w naszej obronie, przychodząc do nas w swojej bezradności. Kiedy z lampką wina w ręku wymienialiśmy się długo skrywaną wdzięcznością. Kiedy cierpliwie słuchali naszych przeprosin.
Kiedy zauroczenie zamieniało się w coś poważniejszego i trzeba było to powiedzieć na głos.
Kiedy po niepotrzebnej kłótni przyszedł czas na wybaczenia.
Kiedy rodzic powiedział, że jest z nas dumny.
Kiedy babcia przytulała nas tak, jakby czas nie mijał.

Te sytuacje były pozbawione strachu, oparte na zaufaniu i miłości. Miłość jest naprawdę odważnym uczuciem, które niezwykle wzmacnia człowieka. Lubimy ciepłych ludzi, ponieważ wierzymy, że nie odrzucą naszego ciepła. Bo przy nich możemy być tą dobrą wersją siebie, na której można polegac, do której można się zwrócić, której można zaufać.

Wszyscy jestemy zmęczeni obmyślaniem taktyk obronnych, zakładaniem masek, unikaniem konfrontacji. Nie ufamy sobie, bo w sytuacjach niewygodnych nasze zachowania potrafią byc paniczne i nieprzemyslane. Ale gdyby tak porzucić strach na chwilę każdego dnia i budować w sobie życzliwość, nieść dobre intencje. O ile mniej żalu i wstydu mielibyśmy do trawienia.

Bez kategorii O ŻYCIU

Szczęście to…

23 listopada 2015

Dzisiaj postanowiłam poświęcić chwilę myślom o tym, co przynosi mi szczęście. Nie jestem w tym zakresie niestandardowa, głownie jest to miłość i natura. Miłość do rodziny i przyjaciół a również miłość do tych, których jeszcze ze mną nie ma a którzy zrodzą się z miłości. Cieszy mnie czerpanie z tego, co jest od zawsze;  piasek pod stopami, ciepły wiatr na policzkach i koloryt nocy. Ale piękne jest również to, co stworzył człowiek; zapach kawy, klimatyczne restauracje oraz grube książki w miękkiej oprawie.

Ostatnio zauważyłam, że coraz rzadziej słyszę, jak ludzie przyznają się do tego, że kochają. Zastanawiam się, czy pamiętają, że nie ma ważniejszych ani piękniejszych spraw na świecie niż te, które dotyczą życia z naszymi bliskimi.

Pewnie dużo będę pisać o tym w najbliższym czasie. Jeśli nie tu, to we własnym dzienniku bo jeszcze nie przywykłam do robienia sobie przestrzeni na przemyślenia online. W każdym razie naoglądałam się postaw obronnych; ludzie szukają bliskości ale jednocześnie tworzą dystans w obawie przed zranieniem. Szybko odpuszczają, nie stoją za sobą murem.

To sprawiło, że poczułam potrzebę spędzenia czasu ze swoją miłością – tą którą odczuwam, którą w tej chwili karmi, a którą nie raz zdarzało mi się zagłuszać. Po raz pierwszy od lat czuję ile mam światu do zaoferowania. Jest mi ze sobą bezpiecznie, mieszkam w dobrej skórze, w moim ciele mieszka dobry duch.

Polecam kazdemu taką medytację nad źródłem szczęscia.

Poniżej zamieszczam wizualizację drobnych spraw, które sprawiają mi radość.

1. Czytanie książek,

12270053_10207671517896819_1122828745_n

 

2. Ciepłe swetry z mięsistym splotem,

12283201_10207671515536760_1397936606_n

 

3. Marzenia o własnych czterech kątach,

12282787_10207671516296779_162596889_n

 

4. Wspólne śniadania,

12286156_10207671544737490_951325022_n

 

5. Możliwość pozostania w łóżku po przebudzeniu,

12273066_10207671518456833_1187682544_n

 

6. Smak i aromat kawy o poranku,

12285918_10207671517256803_1623119762_n

 

7. Malowanie farbami,

12285784_10207671515976771_2015099339_n

 

8. Trzymanie się za ręce,

12277078_10207671517496809_1150268341_n

 

9. Podróże,

12282767_10207671518216827_559550970_n

 

10. Nocne spacery,

12286103_10207671518656838_1295263956_n

 

11. Spotkania z przyjaciółmi,

12233072_10207671517976821_403325920_n

 

12. Sezonowe owoce,

12285847_10207671517096799_401478940_n

 

13. Praca nad własnym ciałem,

12286152_10207671516936795_1263078022_n

 

14. Świeże kwiaty w domu,

12277125_10207671516656788_1664781898_n

 

15. Słońce i ciepły piasek,

 

12233076_10207671516416782_248117529_n

 

16. Zwiedzanie nowych zakatków świata,

12272650_10207671516896794_681499367_n

 

17. Wyjście do restauracji na randkę,

12283268_10207671515816767_758643351_n

 

18. Palenie ogniska i pływanie łódką,

12270560_10207671518736840_1699080893_n

 

19. Ten szczególny dzień, w którym stajemy się rodziną,

12277050_10207671516376781_2066748205_n

20. Rodzinne święta,

12283247_10207671519096849_105991135_n

 

21. Pakowanie prezentów i pieczenie świątecznych wypieków,

12277137_10207671544537485_1822345453_n

 

22. Miłość i jej nastepstwa:)

12277278_10207671518856843_228291417_n